Rynek w Poznaniu
Około godziny 10 spotkałem się z Tomkiem, Kasią i naszym kierowcą - Węgrem. Géza towarzyszył nam w spacerze przez miasto, później zaopatrzyliśmy się w jedzonko, po czym wyruszyliśmy w kierunku Gdańska. Droga nam minęła całkiem spokojnie, była piękna pogoda i dobra szosa, więc bez większych problemów dojechaliśmy do Trójmiasta. Tam ulegliśmy małej nerwówce, gdyż ciężko było nam znaleźć wjazd do centrum i dobre miejsce do zaparkowania. Atmosfera zrobiła się dość napięta ale w ostateczności zaparkowaliśmy w pobliżu miejsca noclegu i poszliśmy kupić piwko, aby świętować udane parkowanie :).
Widok na Motławę w Gdańsku
Tegoż dnia zepsuł się mój aparat, więc musiałem odłożyć na później plany robienia zdjęć. Następnego dnia znalazłem punkt naprawy i oddałem go w dobre ręce (szczęśliwy odebrałem sprzęcik w czwartek, niestety pozbywając się ciężko zarobionych 150 zł). Tego dnia wiatr cały czas przeszkadzał nam w pracy. Spotkaliśmy między innymi osoby, które jeździły podobną nyską w celach przemytniczych, ale również Węgra z wycieczką. Był też i autostopowicz z Rzeszowa :). Kolejny dzień zaczęliśmy od pobytu na plaży, z której nie chciało nam się odchodzić... Było tak fajnie. Ale praca czekała. Kolejni ludzie opowiadali swoje relacje, a my cierpliwie wszystko nagrywaliśmy.
Kolejnym odcinkiem podróży był Sopot. Tam zarówno opalaliśmy się na plaży, jak i wysłuchaliśmy ciekawych opowieści - spotkaliśmy między innymi węgierskiego pisarza z jego polską żoną, oraz kobiety, która spędziła prawie 6 lat na Węgrzech. Otóż ta pani uczyła się na Uniwersytecie Ogrodniczym wraz ze znanym mistrzem winiarstwa z Egeru - Tiborem Gálem. Dla mnie - jako osoby bardzo zainteresowanej tą tematyką była to bardzo ciekawa opowieść. Niestety dość szybko musiałem opuścić Sopot, aby odebrać aparat. Resztę wieczoru spędziłem na robieniu zdjęć w Gdańsku.
Następnego dnia wyruszyliśmy w kierunku Warszawy. I tu też czekało nas wiele przygód. Pierwsza w zasadzie zaraz po zjeździe z autostrady - zjechaliśmy na stację benzynową celem odświeżenia się, przy okazji zauważyliśmy, że nyska "zgubiła" przednią szybę :D. Po kilku kilometrach zatrzymaliśmy się ponownie i zabezpieczyliśmy szybę, po czym spokojnie dotarliśmy do Warszawy, po drodze zajadając się truskawkami. W Warszawie odebrał nas pan Krzysztof Ducki - tata Tomka. Razem z nim zjedliśmy obiad i udaliśmy się do apartamentów Instytutu Węgierskiego, gdzie spędziliśmy noc. Następnego dnia zaparkowaliśmy nyskę pod Instytutem Węgierskim i przystąpiliśmy do pracy - kolejne relacje znalazły się na naszej kamerze. Wieczorem poszliśmy na spacer, w trakcie którego okazało się, że Géza zgubił klucze do naszych apartamentów. Atmosfera ponownie stała się bardzo nerwowa, w końcu zostaliśmy przekonani, by udać się na Żoliborz i tam spokojnie przenocować. Ja stwierdziłem, że nie warto jechać i tracić czas, więc całą noc spacerowałem po Warszawie i robiłem mnóstwo zdjęć. Rozmawiałem m.in. z żołnierzami stojącymi na warcie przy Grobie Nieznanego Żołnierza. Rankiem wyruszyłem do Tarnowa, gdzie dotarła do mnie wiadomość, że klucze znalazły się w samochodzie :).
Rondo Dmowskiego nocą
ulica Nowy Świat nocą
Pałac Kultury i Nauki