Ach! W końcu przyszła! Widać to po pięknej słonecznej pogodzie i jakże pięknych kobietach na ulicach. Całą zimę nic a tu taka zmiana. W końcu i u ludzi zaczyna się okres godowy. Wiele spraw nabiera większego tempa, dni lecą tak szybko, jakbym sobie tego życzył. Jednym słowem, pozytywnie. Mam nadzieję, że nic nie popsuje tego stanu, a dla urozmaicenia dodaję kilka fotek z moich ostatnich spacerów.
Mija tydzień od środy popielcowej, a ja czuję się znacznie silniejszy i lepszy, dzięki powziętym postanowieniom. Powiedzmy, że jest jeszcze wiele słabości, z którymi należy walczyć, ale i tak jest dobrze :) Nawet pogoda, pomimo pogorszenia wcale mi nie przeszkadza. Dziś rozwiązał się jeden z wewnętrznych dylematów, co bardzo mnie ucieszyło... Pozostaje przede mną prosta droga, którą trzeba iść. No i wielka radość! Decyzja z ELTE, dzięki czemu od września będę się cieszył z pobytu w Budapeszcie. Dziś zastanawiam się czy nie złożyć też podania na drugi semestr, w końcu poza przyjaciółmi niewiele mnie tu trzyma. A teraz czas powrotu do relaksu. Po trzech męczących dniach na nowo mogę się wyspać :)
Kiedyś trzeba było zacząć spisywać swoje przemyślenia, inaczej człowiek (to znaczy ja..) po pewnym czasie albo by zwariował, albo by zapomniał. A jak człowiek nie ma specjalnie wielu partnerów do rozmowy, to jego pole ekspresji zawęża się. Specjalnie się tym nie przejmuje, w końcu to w dużej mierze mój wybór. Być może wkrótce przyjdzie wiosna, ociepli się, ludzie wpadną w lepszy nastrój. Bo dookoła panuje albo sytuacja marazmu (doskonały przykład - Paweł) albo pogrążenia się w pracy i nauce, co w tak ciężkich czasach kryzysu ma uzasadnienie w słowach:
A czasy doprawdy są ciężkie, bogaty socjal dla mnie skończył się wraz z przyjęciem mamy do pracy i mimo tego, że już tam nie pracuje, szanse otrzymania go w przyszłym roku oceniam raczej mizernie. Pozostaje dołączyć do ciężko pracujących murzynków oraz reszty, by móc cokolwiek legalnie wydoić z tej uczelni. W tak zwanym międzyczasie udało mi się wybrać całe 4 zdjęcia do blog z podróży do BP, reszta ze względu na pogodę i moje dyletanctwo w zakresie fotografii w ogóle nie nadaje się do publikacji :)
Smętna Andrássy út
Jeszcze bardziej smętny Terror Háza
Monumentalny budynek opery
No i mój faworyt :D
Na dziś to by było na tyle. Czasem jednak pasuje się wyspać albo porozmawiać z kimś, kto poprawia ci humor :)